Pan niezdecydowany. Piękne początki i bolesne rozstania

Pan niezdecydowany. Piękne początki i bolesne rozstania

Znasz to? Trudny wyniszczający konflikt. Próbujesz jakoś w tym być i żyć, a przy okazji się nie pogubić. Dostosowujesz się, do sprzeczności, próbując się w tym odnaleźć.

Kocha, ale nie kocha. Chce być blisko, a jak już jest blisko, to się nudzi, dystansuje i nie wie, czego chce, czy warto walczyć.  Kiedy jesteś daleko, potrzebuje Cię, kocha, walczy i opiekuje się.

Jak i czy żyć w takiej sprzeczności? Uważasz, że sytuacja Cię nie dotyczy? Uwikłanie w taką relację jest możliwe u każdego z nas, dlatego warto wiedzieć, jak sobie z tym poradzić, na co być uważnym, na co zwrócić uwagę i czego absolutnie nie robić.

W tym artykule chcę poruszyć problem niezdecydowanej miłości. Zaproszę Cię też do podcastu „Postawy mężczyzn względem kobiet”. Myślę, że to, co przeczytasz w tym materiale, a także to, o czym usłyszysz w podcaście, mocno Cię zaskoczy i zmieni perspektywę na pewne związkowe sprawy. To zaczynajmy…

„Może czeka mnie coś lepszego”

Czy kiedy w związku pojawia się poczucie, że to, czego aktualnie doświadczamy w relacji, to za mało, to jest przesada, czy jasny sygnał do zastanowienia się, co za tym stoi? Właściwie może to być jedno i drugie. Wszystkie sygnały, które wywołują w nas różnego rodzaju myśli, przekonania, obawy powinny być punktem wyjścia do znalezienia swoich potrzeb i emocji. 

Co jednak w sytuacji, kiedy trudno swoje potrzeby sprecyzować i ciągle krążymy wokół poczucia, że jest niewystarczająco, za mało? Że może czeka na nas coś lepszego, głębszego, że może coś nas ominie? Pojawia się problem z decyzyjnością, a w kwestii związków problem z zaangażowaniem. Jak na to spoglądać?

W tym artykule chciałabym pokazać perspektywę nieco odmienną niż ta, którą opisałam w ostatnim artykule „9 objawów, że związek się rozpada”. 

Właściwie niezadowolenie ze związku, w którym pojawia się myśl „może czeka mnie coś lepszego”, możemy sobie rozłożyć na kontinuum. Po jednej stronie będzie poczucie niespełnienia i niezadowolenia wynikające z niezaspokojenia potrzeb i takie będzie sygnałem, że czegoś w relacji brakuje.

Po drugiej stronie będzie poczucie, że nic nie jest wystarczające i nigdy nie można tego dogonić, a wizja pięknej miłości jest możliwa tylko na początku. Realność jednak skłania do ucieczki.

Zarówno to, że nasze potrzeby nie są zaspokojone, jak i to, że ciągle chcemy więcej, bo trudno nam poradzić sobie z ograniczeniami, może być nieświadome.

W tym artykule chcę przyjrzeć się temu drugiemu aspektowi. Problem, który poruszam w artykule, dotyczy perspektywy, w której to on jest niezdecydowany. Chcę jednak zaznaczyć, że te trudnością mogą i dotyczą również kobiet.

Spis treści:

 

Jak to się zaczyna?

Oba te warianty zaczynają się bardzo podobnie. Pojawia się poczucie, że w tej relacji może coś się wypaliło, że czegoś nie ma. Pojawia się obwinianie drugiej osoby, że za mało daje, albo ocena tego, jaka ona jest – a jest niewłaściwa. Podejmujemy bardzo różne strategie, by poradzić sobie z frustracją, która jest pod spodem. 

Problem się komplikuje właśnie przez to, jakie strategie wybieramy do poradzenia sobie z trudnością. Rzadko zatrzymujemy się przy tym, o co NAM chodzi, czego NAM brakuje, czego MY potrzebujemy, co sprawia, że jest czegoś za mało. To drugiej osobie przypisujemy sprawczość i jej oddajemy całą odpowiedzialność za całe zło. Zbyt rzadko zastanawiamy się nad tym, dlaczego takie uczucie towarzyszy nam. 

 

Historia Adama i Renaty – ona się angażuje, a on nie

Wyobraź sobie taką sytuację. Adam zaangażował się w relację, było pięknie i bajkowo. Zwykle, kiedy wchodzi w nowe relacje, jest w tym mnóstwo ekscytacji, pożądania i niezwykłych emocji. Jednak po kilku miesiącach stracił zainteresowanie drugą osobą. Z jednej strony czuje, że chciałby to kontynuować, a z drugiej czuje, że jest w nim coś silniejszego od niego. 

Uważa, że nie może teraz zdecydować się na zaangażowanie w tę relację, bo przecież rozwija swoją firmę i kończy bardzo ważny projekt, nie ma więc czasu na kolejną odpowiedzialność. Zdaje sobie sprawę, że bycie w relacji, czy dzieci, to duża odpowiedzialność i nie może tego komuś zapewnić. Wydawało mu się, że kocha Renatę, ale teraz już sam nie wie.

Chyba potrzebuje podoświadczać życia, realizować swoje hobby i niby wszystko jest w porządku  tej relacji, jednak nie jest przekonany, czy jest gotowy na związek. Denerwują go jakieś błahostki i przede wszystkim nie chce być ograniczany. Niby Renata nie robi mu wyrzutów, jak wychodzi z kolegami, ale jednak czuje, że musi z czegoś rezygnować.

 

Co dzieje się z kobietą w tej relacji?

Renata, z którą ostatnio się spotykał, przeżywa to nieco inaczej. Ona bardzo zaangażowała się w tę relację, jest zakochana i snuje już plany na przyszłość. Zastanawia się, dlaczego on nie chce się wiązać? Do jej głowy przychodzą bardzo różne pomysły, które próbuje rozszyfrować i na nie odpowiedzieć. 

Renata nie zastanawia się nad tym, czego ona potrzebuje i czy może jednak wyraziłaby jasno swoją granicę, oczekując np. określenia się lub choćby niezgody na stan, który jest. Nie jest w stanie zgodzić się na propozycję „zostańmy przyjaciółmi, może coś z tego później wyjdzie”, bo nawet nie wie, jak ma ją do końca rozumieć. Jej zależy na trwałym związku i myśli o tym poważnie.

Ona całą swoją energię wkłada w to, by zrozumieć, co stoi za tym, że on tak ma. Byłoby to całkiem rozwojowe, gdyby nie fakt, że pod spodem u Renaty uwidacznia się ogromny lęk przed odrzuceniem, samotnością, poczucie niedowartościowania.

Analizuje więc na wszystkie strony, by znaleźć coś, co sprawi, że poczuje się lepsza, a nie odrzucona, by w efekcie nie musieć zmagać się z rozstaniem, którego nie chce.


Dlaczego on nie chce się wiązać – perspektywa kobiety

Renata znajduje w swojej głowie milion powodów, które tłumaczą zachowanie Adama:

    • może robiłam coś nie tak, gdyby mi tylko powiedział, przecież mogłabym się zmienić;
    • pewnie poprzednie kobiety były lepsze ode mnie;
    • a może już znalazł się ktoś, kto potrafi więcej mu dać;
    • nie rozumiem tego, wczoraj mówił, że mnie kocha, a dzisiaj mówi, że nic do mnie nie czuje, to musi być kłamstwo, na pewno chce się zaangażować, a ja mogę mu pomóc;
    • jestem beznadziejna.

Jak widzisz, żaden z powodów nie dotyczy jego osoby, a wszystkie są wymierzone w nią samą. Szuka problemu w sobie. Można więc domyślać się, że jej samopoczucie, poczucie własnej wartości, zaczyna się obniżać. 

 

Dlaczego on nie chce się wiązać – perspektywa mężczyzny

Okazuje się, że to nie jest pierwsza relacja Adama, która kończy się w ten sposób. Właściwie wiele związków kończyło się rozpadem, bo on miał poczucie, że: 

    • to nie jest ta;
    • ona kompletnie nie czuje moich klimatów, nie mamy wspólnych zainteresowań;
    • jesteśmy jak ogień i woda;
    • seks jest fajny, ale to wszystko, jeśli ktoś miałby mnie tak kontrolować, to ja w ogóle wolę nie być w związku;
    • seks nie był tak wyśmienity, jak w poprzedniej relacji;
    • z nikim się tak nie kłóciłem, jest ładna, wszystko spoko, ale po trzech spotkaniach takie awantury, to co będzie potem.

Część kolegów Adama podpowiada mu, że przecież kobiety takie są kłótliwe, mataczą, manipulują i ograniczają, a po co on ma się pakować w związek. Przecież jest takim podrywaczem, który może mieć każdą, bo nigdy nie miał problemu, żeby poderwać jakąś laskę. To bardzo łechcze ego Adama i jeszcze bardziej czuje, że jeśli by się zaangażował, to mógłby coś utracić np. swój wizerunek.

A kiedy czuł, że to mogłaby być TA, pojawiały się kolejne argumenty, np.: 

    • może czeka mnie coś lepszego;
    • ja nie wiem, czy nadaję się do takiego związku;
    • jak sobie poradzę z tymi wszystkimi pięknymi kobietami, z którymi lubię flirtować, może nie dam rady się opanować, przecież nie chce kogoś zdradzać;
    • cenię sobie wolność, nie chce rezygnować ze swojego dotychczasowego życia, a jeśli ona będzie mnie ograniczać, ja nie wiem, czy jestem gotowy się tak poświęcić.

 

Perspektywa psychologiczna – dlaczego on się nie angażuje?

Wniosek, jaki można wyciągnąć z tych historii, jest taki, że Adama przede wszystkim pociąga nieobecność partnerki i to w tej nieobecności jest zakochany. Co mam na myśli? Jego zakochanie dotyczyło wyobrażenia tego, jaka ona powinna być, a każde spotkanie z realnością rozczarowywało go.

Nie zawsze jest tak, że taka osoba kończy wszystkie relacje. Może być jej również bardzo trudno z relacji wyjść, nie potrafi jej zakończyć. Kiedy się wreszcie decyduje na ten krok, po krótkim czasie ten problem daje znów o sobie znać. Można więc powiedzieć, że problemem nie jest TA osoba, czy inny padający często jakiś argument.

Problemem jest zniekształcony obraz miłości, który charakteryzuje się chwiejnością, pojawiającymi się naprzemiennie schematami: od strachu przed bliskością, zaangażowaniem, odpowiedzialnością do ogromnego pociągu seksualnego, pożądania.

Poniżej omówię też dodatkowe aspekty, które są składową tych trudności.

1. Coś mnie ominie” – lęk o utratę

Żyjemy w czasach, w których wszystko mamy szybko. Jesteśmy przyzwyczajeni, że wiele rzeczy przychodzi łatwo, mamy łatwy dostęp do wszystkiego, a rzeczy, których potrzebujemy, w wielu sytuacjach możemy załatwić na wczoraj. 

Życie w pędzie, w poczuciu, że wszystko można zorganizować, zmieniać, powoduje, że tę perspektywę przekładamy również na relację.

To wszystko sprawia, że dość szybko porzucamy starania o relację, a każdą osobę wydaje się, że można wymienić na kogoś lepszego. Co zatem rodzi błędne poczucie, że osoby do związku można wymieniać jak towary na półce. Jak się przeterminował, to wezmę nowy, jak mi nie smakuje, to wybiorę inny smak, jak się popsuł, to kupię nówkę sztukę, a jak mi się znudzi, to odłożę w kąt i znajdę sobie inny do zabawy. 

Jestem bardzo mocno zwolennikiem bycia przy swoich potrzebach i uczuciach. Jednak jak wszystko ma to też swoje skrajności. Można w tym przekonaniu zatrzymać się w egocentryzmie i tracić z oczu ludzi, relacyjności i poczucie odpowiedzialności. 

2. Skrzywiony obraz męskości i brak wzorca

Wielu mężczyzn próbuje dążyć do pewnego wzorca męskości, który częściowo się zmienia, ale jednak ciągle jest mocno zakorzeniony. Przekaz kulturowy męskości jest mocno zakrzywiony. Męskość dla wielu ciągle kojarzy się z brakiem wrażliwości, z niewyrażaniem własnych emocji, z siłą, zdobywaniem, władzą, niezależnością. 

Częściowo jest to związane właśnie z brakiem wzorca lub zaburzonym wzorcem męskości, który ciągnie się w społeczeństwie od pokoleń. Częściowo także z przekazem kulturowym, który jest wzmacniany przez media, filmy, książki itd.

3. Brak wzorca i obecności ojca

Nieobecność emocjonalna lub fizyczna ojca ma ogromny wpływ na dzieci bez względu na ich płeć.  Na ten temat nagrałam podcast „Postawy mężczyzn względem związków”. Polecam jednak słuchać całości od odcinka 70 – 79. W całości nadają całokształtu i pokazują więcej.

Jednak we wspomnianym odcinku możesz posłuchać, jak postawa ojca, matki i ich wspólnej relacji wpływa na kształtowanie postaw chłopca, które potem przekładają się na dorosłość i związek.

O jakich strategiach i postawach mężczyzn posłuchasz w odcinku Postawy mężczyzn względem związków”?

  • z mamą najlepiej”;
  • wolę się bawić, niż się angażować”;
  • tak się zorganizuję, aby nikt mnie nie zranił”;
  • to wszystko jej wina”;
  • ja jestem macho”.

4. Przekonanie „wszystko mogę, wszystko jest możliwe”

Właściwie tutaj jest to związane z punktem pierwszym. Jednak rozwinęłabym go dodatkowo o różne slogany, które mówią, że jak się wystarczająco dobrze postarasz, to możesz wszystko. 

To powoduje, że obraz rzeczywistości zaczyna być zupełnie inny niż realny. Dodatkowo wpływa to na naszą psychikę i samopoczucie, bo kiedy do tego ideału nie jesteśmy w stanie sięgnąć, obniża nam się nastrój, czujemy się niewystarczający. Coraz trudniej jest nam radzić sobie z ograniczeniami i je akceptować.

Czujemy, że kiedy coś nie wychodzi, coś się nie udaje, to jest coś nie tak albo z nami, albo ze światem. Wszystko po to, aby nie doświadczać wynikających z tego emocji, smutku, rozpaczy, bezradności, rozczarowania. 

A przecież to normalne uczucia, z którymi nikt nas nie nauczył sobie radzić.

5. Lęk przed bliskością i lęk przed odrzuceniem

Często wcale nie chodzi o te wspaniałe rzeczy, których się nie zrobi. Na głębszym poziomie za takimi trudnościami, postawami może stać lęk przed bliskością, czy też lęk przed odrzuceniem. Mężczyzna mógł doświadczać trudnych relacji z kobietą, w tym z matką. Więcej o lęku przed bliskością możesz posłuchać w moim podcaście o tym samym tytule „Lęk przed bliskością”.

Czy można być pewnym decyzji na 100%?

Nikt z nas, podejmując tak ważne decyzje, jak zbudowanie relacji, zaangażowanie się w związek czy też rozstanie, nigdy nie może mieć 100% pewności, że to jest najlepsza decyzja. Lęk przed zmianą zawsze będzie nam towarzyszył, w większym lub mniejszym stopniu. 

Boją się wszyscy, wszyscy są niepewni. Jednak nie wszystkich ten lęk paraliżuje, nie wszyscy decydują się na to, aby ten lęk determinował decyzje. Nie wszyscy z powodu tego lęku czują, że inni są niewystarczający. A przede wszystkim, tak jak wspomniany Adam – nie wszyscy są takiego lęku świadomi. 

Czasem łatwiej jest zobaczyć szeroką perspektywę możliwości albo braki w drugiej osobie, niż zobaczyć siebie w przerażeniu. 

 

Decyzyjność wymaga odpowiedzialności i zgody na utratę

Lęk o to, co będzie, wiąże się też bezpośrednio z lękiem o utratę. Wybierając jakąś część życia, decydujemy się, że jednocześnie w jakimś sensie ograniczamy inną część naszego życia. To tak zwana zgoda na realność.

Jeśli jestem singlem, nie mam rodziny. Jeśli buduję rodzinę, nie spędzam każdego wolnego czasu na nowych wędrówkach i spotkaniach ze znajomymi. 

Ktoś inny powie „to nie tak, że coś mnie ominie, ja tego po prostu nie czuję”. I w porządku. Będzie spora część takich osób. Ja jednak nie piszę o nich. Pamiętasz kontinuum wspomniane na samym początku artykułu? Podsumuję to krótko – to, że wyrażamy jakąś rzecz pewnymi słowami, nie oznacza, że wszyscy przeżywamy to w ten sam sposób. Jesteśmy równorodni i całe szczęście.

Będzie część osób, które autentycznie tego nie czują, ale będzie i taka część, gdzie taki argument będzie tylko mechanizmem obronnym – racjonalizacją. Za każdym jednak razem powinno nas to skłonić do zatrzymania się i zastanowienia, czego nie czułem… i co za tym stoi. Brak zrealizowanych potrzeb? Czy jest możliwe je wszystkie zrealizować w relacji? Czy mam zgodę na to, że wszystkich moich potrzeb nie zrealizuję w relacji? A może jeszcze coś innego? 

Warto jednak nie wrzucać wszystkich mężczyzn do jednego worka. Nie wszyscy mają tego typu mechanizmy obronne i czymś normalnym jest nie chcieć być w relacji, w której nam czegoś brakuje.

 

Jak zadbać o siebie będąc w roli Adama?

Wbrew pozorom nie jest to łatwe zadanie. Aby coś zmienić, trzeba być tego świadomym. Wiele osób w roli Adama nie ma takiej świadomości i przez wiele lat pozostaje w swoich maskach. Najskuteczniejsza jest jednak terapia.

Często taka osoba przychodzi do gabinetu z innych powodów, a ten obszar wypływa niejako przy okazji. Trudności mogę dotyczyć wielu różnych obszarów, np. zainteresowanie seksualne partnerką, z którą była wizja na coś więcej, ale następuje brak ochoty na seks. Powodem przyjścia do gabinetu nie jest jednak relacyjność lub jej utrata, a bardziej utrata jakiejś swojej mocy, sprawczości, doświadczenie ograniczeń.

 

Jak zadbać o siebie będąc w roli Renaty?

Widząc perspektywę szerzej, można by się zastanawiać, co takiego atrakcyjnego jest dla Renaty w relacji z Adamem. Pomijając kwestię uczuć, przywiązania, dobrze spędzonego czasu, chciałabym zwrócić uwagę na inną rzecz… poczucie bycia ważną. 

To temat na osobny artykuł, dlaczego jestem z kimś, na kim mi zależy, ale komu nie zależy na mnie. 

Źródeł tego stanu rzeczy można szukać np. w dzieciństwie, jednak to wątek na osobny wpis. Często kobiety, jak Renata, pozostają w relacji, bo mają nadzieję, że on dla niej się zmieni. Że ją właśnie wybierze, że to ona będzie przyczyną jego transformacji.

Jak to wpływa na nią? Czuje się wyjątkowa i ważna, bo jego zmianę traktuje jako informację o sobie: „Muszę być ważna, atrakcyjna, wyjątkowa, że DLA mnie się zmienił”. To bardzo niebezpieczne, wypełniać swoje deficyty z przeszłości i budować swoje poczucie własnej wartości w ten sposób. Zawsze opieramy się wtedy na kimś, a nigdy to poczucie nie wynika z wewnątrz.

To niebezpieczeństwo tworzenia relacji, w których masochistycznie się poświęcamy. Istnieje ryzyko, że to zachowanie drugiej osoby definiuje nas. Zawsze jest to ryzyko rezygnowania ze swoich potrzeb, po to, by ON zachował się w taki sposób, w który pokaże, że jestem ważna. Mogą więc dawać i dawać wiele w tej relacji i ciągle czuć pustkę, jednocześnie niewiele oczekując w zamian.

Co warto zrobić?

Zacząć od siebie, przyjrzyj się swoim mechanizmom. To istotne, by zrozumieć, skąd one się wzięły, co za tym stoi. Dopiero później możemy uczyć się komunikacji i budowania relacji na równi.

Dbać o swoje granice. Jeśli ktoś nie jest pewien, czy Cię kocha, to znaczy, że Cię nie kocha. Proste i konkretne. Osobę naprawdę zakochaną trzeba raczej hamować, a nie popychać”. (W. Riso)

Może ktoś powie ale ja chcę jego, tej relacji”. W porządku. Rozumiem, że jesteś zdecydowaną osobą, potrafiącą się określić. Jednak warto podjąć kolejną decyzję, czy chcesz tej osoby w wersji niezdecydowanej i tej całej chwiejności, która się z tym wiąże, czy jednak chcesz tej osoby, ale zaangażowanej i gotowej budować relację?

Jeśli to drugie, może się okazać, że nie jest to możliwe. Puść więc wolno to, co Ci nie służy, nie zgadzaj się być drugim wyborem. Nie bądź odpowiedzialny za czyjeś wątpliwości. Żyj swoim życiem, spotykaj się, umawiaj z innymi. Jeśli on się określi, możesz wtedy sprawdzić, czy Twoja gotowość do relacji z nim nadal jest aktualna.

Pamiętaj też, że kiedy postawisz sprawę jasno, osoba zakochana w nieobecności uruchomi tryb chcę Ciebie”. Oczywiście możesz iść za tym i przekonać się, czy karuzela emocji i gry się powtarza, ale możesz też trzymać się swoich granic. Rzadko jesteśmy w stanie podejmować tak ważne decyzje, w tak krótkim czasie, zwłaszcza doświadczając tak skomplikowanej wewnętrznej trudności, jaką jest zniekształcony obraz miłości.

 

Jakich pułapek unikać?

Zacznijmy od tego, czego absolutnie NIE robić. Spotkałam się ze wskazówkami, w których radzi się, aby kobieta absolutnie nie ujawniała swoich intencji. Dlaczego? Ujawnienie intencji miałoby prowadzić do wykorzystania i manipulacji. 

Czym jest ta intencja? Według mnie niczym innym jak potrzebą, pragnieniem, marzeniem. Zamieńmy teraz słowo intencja na potrzebę. Jak dla Ciebie brzmi nieujawnianie potrzeb? Myślę, że już nieco inaczej. 

smutna kobieta kobieta siedzaca na parapecie przy oknie zastanawiajaca sie, dlaczego mezczyzna jest niezdecydowany na zwiazek z nia

Jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą nieujawnianie potrzeb? Przede wszystkim, kiedy nie ujawniasz swoich intencji, bo ktoś to wykorzysta, zakładasz, że człowiek, który jeszcze nic nie zrobił, na pewno Cię skrzywdzi. 

Można mieć ograniczone zaufanie, nie ma w tym nic niewłaściwego, ale nie będąc szczerym, co do fundamentalnych aspektów, narażamy się na to, że tego zaufania będzie mniej. Dlaczego?

Osoba, która jest traktowana z podejrzliwością, sama może zacząć być podejrzliwa, bądź też wycofywać się z relacji. Może też czuć się niesłusznie oskarżona, osądzona. To determinuje reakcje. Jak myślisz, będzie udowadniać, że ma szczere intencje, czy poczuje się dotknięta?

Co można zrobić innego?

O zranieniach też można rozmawiać. Nie wszystko musimy ujawniać, nie wszystkim musimy się dzielić. Wiele z nich może być dla nas niekomfortowych. Nie każdy chcemy rozwijać i możemy o tym głośno powiedzieć. Możemy też sprawdzać intencje i o nie pytać.

Często jednak tych pytań się obawiamy, bo ktoś pomyśli, że nam zależy. Boimy się odrzucenia i oceny. Pamiętaj, że zadając takie pytanie, zyskujesz też coś dla siebie, wiedzę o drugiej osobie. Jej reakcja, sposób odpowiedzi, dużo mogą Ci powiedzieć o tym, z kim jesteś w relacji. Co możesz powiedzieć?

    • „Nie czuję się teraz gotowa, aby o tym mówić, ale za jakiś czas możemy do tego wrócić.”
    • „Co masz na myśli mówiąc xyz?”
    • „Nie jest dla mnie jasne, czego oczekujesz od naszej relacji. Możesz się podzielić, jak Ty to widzisz?”
    • „Dla mnie w związku ważne jest XXX, potrzebuję XXX, a ja kto jest u Ciebie?”

Zagrożenie wyzbycia się swoich potrzeb

Niebezpieczeństwem nieujawniania intencji jest to, że zostajemy ze swoimi potrzebami, pragnieniami we własnych przeżyciach. Jeśli nie są one realizowane, pojawia się wiele lęku. Jeśli o nich nie rozmawiamy, z lęku możemy niszczyć to, co w relacji dobre. Między innymi poprzez budowanie w sobie przekonań, np. „gdyby mu zależało, to by mnie zapytał”, ale też poprzez nie otwieranie się. 

Kiedy relacja zaczyna stać w miejscu albo dzieje się w niej coś niekomfortowego, nie przypisujemy sobie odpowiedzialności, tylko drugiej osobie. Z drugiej strony możemy próbować się dopasować do drugiej osoby, aby ją zadowolić i zatrzymać. Jednocześnie zatrzymujemy swoje potrzeby, których niezaspokojenie prędzej czy później przyniesie frustrację.

Zapraszasz do czytania w myślach

Inny ważnym aspektem jest to, że nie mówiąc o uczuciach, potrzebach, zapraszasz drugą osobę do czytania w myślach. A jak już powszechnie wiadomo  „on/a się nie domyśli”, jeśli nie powiemy, o co nam chodzi.

To jest pokłosie wizji romantycznych miłości, że jeśli o czymś powiem, a druga osoba to zrobi, to jest to mniej ważne, aniżeli zrobiłaby to poprzez samodzielne wymyślenie tego. 

Jeśli wyrażasz potrzebę i ktoś na to reaguje, to oznacza, że ktoś reaguje na Twoje potrzeby, chce je realizować, zaspokajać. 

Lęk przed zranieniem

Rozumiem to, że będąc zranionym, bardzo boimy się ponownego zranienia i to może nas blokować przed wchodzeniem w kolejne relacje, ujawnianiem siebie, pokazywaniem swoich potrzeb.

Z drugiej strony bez tego ryzyka nie masz szans na zbudowanie relacji. 

W związkach zdarzają się zranienia, jednak nie zawsze intencjonalnie. To właśnie komunikacja i mówienie o swoim żalu, swoich potrzebach sprawia, że możemy lepiej się rozumieć, znać swoje potrzeby, odpowiadać na nie. Może być też tak, że dzięki temu dużo szybciej zobaczymy, że ktoś nie jest w stanie odpowiedzieć na naszą potrzebę. To cenna dla nas informacja o kondycji naszego związku i o tym, dokąd on zmierza. 

 

Odejść czy ratować?

Będąc w związku, możemy mieć wiele obaw, aby się rozstać. Zawsze będziemy bać się tej utraty, czuć niepewność i lęk o to, co będzie. Jeśli jednak jest tak, że jesteś w relacji, w której nie ma relacji, warto zadać sobie pytania, co mnie motywuje do bycia w tym związku. Mamy zawsze dwie drogi do wyboru. 

Często jesteś i tak o krok od rozstania, a zamiast podjąć decyzję, szukasz możliwości uratowania tej relacji. Czasem nawet jasne sygnały, w których druga osoba pokazuje Ci, że nie jesteś na pierwszym miejscu, nie są skuteczne. Co gorsze – Ty rozważasz tę możliwość i zastanawiasz się, co zrobić. 

On mówi: „nie wiem, czy Cię kocham, nie chcę Cię ograniczać, więc chcę się rozstać, bo może mnie coś ominie, muszę sprawdzić, czy za Tobą zatęsknię, jeśli tak, to może wtedy wrócimy do siebie?”.

A Ty, zamiast powiedzieć „STOP, nie jestem drugim wyborem, nie będą czekać na możliwość bycia z Tobą, która być może się pojawi”, zaczynasz zastanawiać się, co w tej sytuacji zrobić, jak postąpić, jak to jeszcze uratować. Tworzysz sobie błędne przekonania, że skoro on zatęskni, to pewnie kocha, tylko ma problem z decyzją. Może tak, a może nie.

Pozwól innym podejmować swoje decyzje, nawet jeśli dla Ciebie są trudne.

A sam/a zastanów się, czy przypadkiem lęk przed rozstaniem nie sprawia, że nie dbasz o siebie swoje granice i trzymasz się kurczowo relacji, która Ci nie służy.

Jeśli boisz się rozstania i emocji z nim związanych, to chcę Ci powiedzieć, że rozstania z ważnymi dla nas osobami zawsze są trudne. Rozstania nie muszą jednak być niszczące. Jeśli chcesz wiedzieć, jak poskładać się po rozstaniu i znaleźć antidotum na złamane serce, zapraszam Cię na ten webinar „Jak poskładać się po rozstaniu”.

Jeśli potrzebujesz jeszcze czasu, aby rozwiać swoje wątpliwości, możesz to zrobić, nikt nie każe Ci się spieszyć, możesz posłuchać materiału o tym, Czy ten związek da się uratować”, a także zobaczyć, z czym wiąże się rozstanie. Oswojenie tematu powoduje, że zaczynamy się go mniej bać.



0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.