fbpx
Wychowywanie w domu dysfunkcyjnym a mój związek
Wychowywanie w domu dysfunkcyjnym a mój związek

Z czym wiązało się wychowywanie w dysfunkcyjnym domu, gdzie pojawiał się alkohol, przemoc fizyczna, psychiczna, niedostępność emocjonalna albo nadopiekuńczość? Tworząc związek, czasem nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie znaczenie mają nasze wcześniejsze doświadczenia, które teraz determinują naszą relację, choćby np. komunikację, bliskość, seksualność, rozwiązywanie konfliktów, wychowywanie dzieci… A mogłabym tak wymieniać tych sfer jeszcze wiele.

Dom = niewiadoma

Dom, w którym wychowywało się takie dziecko, był pełen niewiadomych. Trudno było przewidzieć, co się wydarzy, co za chwilę nastanie. I oprócz lęku i przerażenia dzieci te skrywały wszystkie emocje – zarówno te złe, jak i dobre. Nie nauczyły się przez to wyrażać gniewu, rozczarowania, czasem odrazy, ale też maskowały często rozbawienie, zaskoczenie czy też dumę z własnych sukcesów np. na polu szkolnym.

W domu nie było na tyle bezpiecznie, aby mówić o emocjach. Ale przecież one nie wyparowały. Szczególnie te trudne, nieprzepracowane. Co więc się z nimi działo? Obróciliśmy je przeciwko sobie.

Zamiast Wykształciliśmy w sobie
móc rozmawiać o przeraźliwym strachu,
mówić „boję się” i uznawać, że „mam prawo się bać”
mechanizm „poradzę sobie”, „jestem silna”, „muszę wszystko kontrolować”
móc powiedzieć o złości np. „złości mnie to, co robicie”, „złości mnie, że wybierasz wódkę zamiast mnie” poczucie, że to ze mną coś jest nie tak, smutek i strach o pijącego rodzica, lęk, nieustanny lęk, że za chwilę coś się wydarzy
móc powiedzieć o lęku natrętne krytyczne myśli, kompulsywne zachowania, działanie, które ratuje nas przed uczuciem lęku
beztrosko się bawić patologiczne poczucie winy i chęć zadowolenia wszystkich, by zasłużyć na miłość

Jak dzieciństwo wpływa na nas?

Obwiniamy się za mechanizmy, które w nas powstały. Nie ma w nas życzliwości do siebie, by spojrzeć na to, jak radzimy sobie dzisiaj w inny sposób. Ile razy udało Ci się spojrzeć na siebie z myślą

  • „Radzę sobie tak, bo musiałem/łam się dostosować do tego, co było w domu”.
  • „To nie moja wina”.

Nie było często wzoru, który pokazałby nam, jak sobie mamy z tym radzić. Dziś w obliczu wchodzenia w relacje tworzymy związki, na których nam zależy, ale czasem kompletnie nie wiemy, jak to zrobić, aby móc być bardziej szczęśliwym.  Posługujemy się tymi wszystkimi mechanizmami i oddalamy się od siebie. Jednocześnie tęskniąc wciąż i mając nadzieję, że może uda się wreszcie być razem i być szczęśliwym. Są dwa kroki do tego. Pierwszy rozpoznanie rządzących nami schematów, drugi nauczenie się komunikacji innej niż była w naszym domu. Połączenie tego ma szansę dać efekt w postaci większego zrozumienia i bliskości, a co za tym idzie szczęścia.

Zaufanie, którego nie było

Jeśli w domu zaufanie było nieustannie podważane, kwestionowane, bo emocjonalna niedostępność rodzica, przemoc, czy też alkohol pojawiał się niezapowiedziany. To życie jak na tykającej bombie. To jak ufać innym?

Jeśli doświadczyliśmy... To w związku…
Podważania zaufania Trudno jest zaufać, sprawdzam druga połówkę, nie wierzę w jej intencje lub je podważam, ciągle czuję się niepewnie, ciągle chcę deklaracji miłości, która może być męcząca

 

Jeśli nauczę się, że wszystko to, co w kolumnie po prawej stronie wynika z tego, co po lewej to mogę przestać w związku mówić:

  • „Ty mnie nie kochasz”.
  • „Gdybyś mnie kochała, to (nie) robiłabyś XYZ”.
  • „Na pewno mnie zdradzasz”.
  • „Nie zależy Ci na mnie”.

Mogłabym nauczyć się mówić o sobie, wdrażać moją drugą połówkę w historię mojego życia, by mogła rozumieć, że moje zachowania nie są atakiem, a wynikają z czegoś. Mogłabym drugą połówkę odciążyć od poczucia, że w swych działaniach jest niewystarczająca lub że w ogóle to chodzi o nią np.

  • „Kiedy wychodzisz i dobrze bawisz się z innymi, czuję się niepewnie”.
  • „Kiedy nie ma Cię obok, boję się, że Cię stracę”.
  • „Gdy z nim rozmawiasz, czuję się zazdrosny, ale nie chcę Cię ograniczać”.
  • „Gdy się kłócimy, boję się, że Cię stracę”, itd. 

Jeśli w domu rodzinnym to ja stałam się rodzicem i nie mogłam czerpać z przywilejów bycia dzieckiem przez atmosferę i wszystko, co się w nim działo… dziś w związku trudno będzie mi cieszyć się, bawić, być spontaniczną, oddawać kontrolę,  umieć brać, prosić o pomoc o wsparcie.

Utracona dziecięca radość

Jeśli doświadczyliśmy… To w związku…
Utraty dziecięcej części Mogę być nadmiernie odpowiedzialną osobą, trudno będzie ufać drugiej osobie, oddawać jej kontrolę. Mogę próbować walczyć o wszystko, co wiąże się z pogłębianiem zależności, nie umieć brać, czy prosić.

 

Nawet w rzeczach, które będą nas denerwować, jak np. obowiązki domowe możemy je brać na siebie, twierdząc, że nikt nie chce nam pomagać, choć sami możemy tę pomoc nieświadomie odrzucać, mówiąc np.

  • „Poradzę sobie sam(a)”.
  • „Ja to lepiej zrobię”.
  • „Daj, u mnie dziecko się uspokoi”.
  • „To dla mnie nie jest problem”.

A jednocześnie potem czuć złość, której nie będziemy umieć wyrazić. Znów gniew będziemy odwracać ostrzem do siebie, do czasu aż będzie go tak dużo, że wybuchnie z taką siłą, że druga strona nawet nie będzie wiedziała, o co mi chodzi. Czasem z taką siłą, że wszystko roztrzaśnie się na drobne kawałki, że nie będzie czego sklejać.

Jeśli w domu bliskość była wyrażana przez napięcie, w konfliktach, to dziś mogę odcinać się od uczuć, próbować ich nie przeżywać. Kiedy więc druga połowa będzie mnie pytać „co Ci jest?” mogę odpowiedzieć, że przecież nic. Chociaż wewnątrz wszystko będzie się gotować, ale twarz niewiele musi zdradzać. Mogę też tak pragnąć tej bliskości, że aż jej unikać i dawać drugiej połówce sygnały, że jest nieważna, niepotrzebna. Jednak za moment, gdy ona się oddali, mogę czuć, że szaleję za nią i błagać o wybaczenie i tak możemy ten taniec kotka i myszki odtwarzać w nieskończoność.

Budowanie bliskości

Jeśli doświadczyliśmy… To w związku…
Braku prawdziwej bliskości Trudno będzie mi okazywać uczucia. Mogę bać się pokazywać, że mi zależy, trudno będzie mi oprzeć się na drugiej osobie, czerpać radość z dotyku i przytulenia. Mogę się tego bać lub nieświadomie prowokować konflikty, by bliskość mi nie zagrażała, choć pragnę jej najbardziej na świecie, mogę też uznać, że bliskość nie jest mi potrzebna.

 

Przystosowując się jako dzieci do życia w rodzinie alkoholowej, dysfunkcyjnej musieliśmy podejmować określone działania. To działania, które były reakcją na to, co działo się w domu:

  • samotność
  • wyobcowanie
  • nadmierna kontrola
  • nadopiekuńczość
  • przemoc

Dzieci te są w stanie zatracić siebie, utracić, zapomnieć o sobie po to, by chronić więź z rodzicem, bez którego nie są w stanie przeżyć. Ta więź jest nadrzędna nad wszystkim innym dla dziecka. Będzie się więc dostosowywać, próbować przypodobać, zachowywać się poprawnie zgodnie z wyczytanymi oczekiwaniami rodzica, nadmiernie kontrolować, godzić się na samotność, znosić izolację, trudne uczucia.

Po co? By zachować relację z rodzicem.

Wiele tych nieadaptacyjnych mechanizmów działa też dzisiaj w naszych związkach. Tylko odczarowywanie ich, zajmowania się nimi, nazywanie, rozmawianie o nich i uczenie się innego rodzaju komunikacji daje szansę na niepowielanie błędów. Bo to, co nieświadome staje się świadome, przestaje nami rządzić. Jako Dorosłe Dzieci mamy więc bardzo trudne zadanie… uczyć się stawać wzorem dla samych siebie, wzorem, którego nie mieliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny dla innych użytkowników. Pola wymagane oznaczone są znakiem *