Jak poradzić sobie z rozstaniem
Jak poradzić sobie z rozstaniem

Budowanie związku z drugą osobą to wyzwanie i codzienna praca. Nie zawsze kończy się ona sukcesem i nie z każdą osobą jest nam dane być. Rozstanie zwykle bardzo boli. Jednak warto zaznaczyć, że każda osoba będzie inaczej sobie radzić z utratą tego, co było i etapy przechodzenia tego procesu rozstania u każdego mogą być różne. Mimo tego postanowiłam sprawdzić, co można zrobić, kiedy tracimy drugą połowę. Przeanalizowałam szereg książek i kilka przypadków z mojego gabinetu, by dostarczyć Wam trafne wskazówki. Mam nadzieję, że tym wpisem pomogę Wam poradzić sobie w trudnym czasie po rozstaniu. A więc – zaczynajmy!

Rozstania są trudne

Rzadko się zdarza, że dwoje ludzi w jednym momencie postanawia, że to już koniec. Bardzo często natomiast decyzja o rozstaniu pochodzi od jednej ze stron związku. Gdy tak się dzieje, mamy do czynienia z sytuacją konfliktu, w którym trudno jest obojgu byłym partnerom. Zarówno osoba, która powiedziała: „Stop! Nie będziemy już razem”, jak i ta, która chciałaby, aby wszystko zostało „po staremu” – w chwili zmiany jaką jest wyjście z relacji, nie czuje się komfortowo.

Rozstanie stanowi tak trudny krok, że czasami konieczność powiedzenia drugiej połówce, że nie czujemy się z nią dobrze i nie chcemy kontynuować relacji, jest na tyle trudne, że słabe jednostki uciekają od tej rozmowy. Zdarza się, że zamiast powiedzenia o tym, że chcą odejść – decydują się na ciągnięcie udawanej relacji równolegle z drugą, która wydaje się im lepsza, a czasami nawet dochodzi do tego, że postanawiają zabić partnera, zamiast powiedzieć mu, że chcą odejść. Aby uniknąć tego typu zdarzeń i nadmiernego rozwinięcia frustracji ze związku, który nam nie odpowiada – warto uświadomić sobie, że rozstania są czymś normalnym. I choć jestem za tym, by rozwiązywać trudności i pozostawać w relacji z wybraną drugą połówką pomimo tego, że nie zawsze jest idealnie – czasami dwoje ludzi oddala się od siebie do tego stopnia, że nie ma już czego ratować. W takiej sytuacji lepiej, gdy każde pójdzie w swoją stronę, niż gdy stanie się coś niedobrego.

Etapy przechodzenia przez rozstanie

Najczęstszą formą radzenia sobie z rozstaniem jest próba zaprzeczania temu, że jest nam z tym trudno. W obliczu wiadomości, że rozstanie nastąpiło, byli partnerzy zaczynają angażować się w różne działania, pracować z większym natężeniem czy korzystać z różnych używek, po to, aby nie czuć. Wszystkie te działania mają właśnie ten cel, by nie czuć, jak bardzo cierpię.

Drugą skrajnością jest depresyjne rozpamiętywanie tego, że to się zadziało. Rozwijamy w sobie poczucie złości, denerwujemy się na byłą połówkę, obwiniamy, oskarżamy albo błagamy o to, aby wróciła. Pomijajac fakt, że po takich działaniach często czujemy się poniżeni i zlekceważeni i jeszcze bardziej źli, to należy zaznaczyć, że żadne z powyższych nie sprzyja tak zwanemu „radzeniu sobie” z tym, co utraciliśmy.

Dobre przeżycie żałoby wymaga pozwolenia sobie na ból i łzy. Po pierwszym ciosie negatywnych myśli i opłakaniu straty, konieczne jest jednak wyciągnięcie z tego, co minęło wszystkiego, co dobre i postawienie kroku naprzód.

Szok i niedowierzanie

Na początku byli partnerzy wchodzą w fazę szoku, która jest pierwszą reakcją na rozstanie. Towarzyszy ona przede wszystkim osobie, która chciała, by relacja trwała nadal. Nie dowierza ona, że związek się skończył Nie chce pogodzić się z tym, co się stało. Zaczyna rozpamiętywać minione chwile i zastanawiać się, co poszło źle. Występuje tu poczucie winy przeplatane z poczuciem krzywdy. Te emocje mogą towarzyszyć obojgu.

Osoba porzucana – czuje się równocześnie winna, że nie zrobiła wszystkiego tak, jak należało. Rozmyśla nad tym, co by było, gdyby cofnęła czas i postępowała wobec partnera nieco inaczej. Jak mogła powstrzymać to, co teraz boli. Czasem też chce zrobić wszystko, by partner wrócił. Dopuszcza się różnych sztuczek, by cofnąć decyzję o odejściu osoby, która była jej najbliższa. Te myś li nakierowane na winę są przeplatane z poczuciem krzywdy i rozmyślaniem o tym, jak bardzo były partner nas zawiódł. Przypominamy sobie wszystkie chwile, gdy wyznawał nam miłość i obiecywał, że jest z nami na zawsze. Czujemy się zawiedzeni i bezradni.

Osoba porzucająca natomiast ma również poczucie winy, bo właśnie zraniła osobę, która w pewnym stopniu jest wciąż jej bliska. Reakcja byłego partnera może ją zaszokować – niezależnie od tego, czy będą podejmowane aktywne próby powrotu, czy też druga strona będzie udawać, że wcale się nie przejęła. Ponadto jest oczywiście poczucie krzywdy i obwinianie byłej drugiej połówki o to, że zmarnowała nam mniejszą lub większą część życia. Rozstanie bowiem wynika często z tego, że zawiedliśmy się na tym, jaka faktycznie jest osoba, którą wybraliśmy i jak bardzo różni się od naszego o niej wstępnego wyobrażenia.

W tej fazie jesteśmy zaszokowani tym, co się dzieje, bo w naszym życiu dochodzi do pewnych zmian. Tym większych, im dłuższa i silniejsza była nasza relacja w przeszłości. Przez to, że dzieje się coś tak nieprawdopodobnego, że bliska nam osoba przestaje dla nas istnieć, możemy w tej fazie działać nieracjonalnie.

Złość

Kolejną fazą jest faza złości na to, że coś się kończyło, na to, że zainwestowaliśmy i włożyliśmy w relację jakąś energię, nas samych i teraz to wszystko się kończy. Pojawia się poczucie braku sensu. Dociera do nas, że to co się dzieje staje się faktem.

W tej fazie niekoniecznie złościmy się na siebie lub partnera. Możemy mieć żal do całego świata. Do znajomych, że nas nie ostrzegli przed taką ewentualnością, że nasza relacja nie będzie trwać wiecznie. Gdy są dzieci – to czasami pojawia się nawet złość wobec nich, że są na świecie. Mimo że jest to normalne i występuje często – warto powstrzymać się od przekazywania innym (szczególnie tym najmłodszym) naszych negatywnych emocji. Źródłem złości, która w nas kiełkuje – jest przy rozstaniu fakt, że ono nastąpiło… I choć wydawać się nam może, że złość dotyczy wszystkiego, to jest to tylko stan umysłu, który po prostu nie może pogodzić sobie ze stratą.

Smutek i rozpacz

Trzecia faza to smutek i rozpacz. Bardzo trudno jest nam się koncentrować na naszych emocjach i pozwalać sobie na nie. Jednak warto się skupić na nich, ponieważ tylko wtedy możliwe jest w pełni przeżycie tego, czego doświadczamy. Można to porównać do wielkiego kotła, w którym jest mnóstwo uczuć, które się już tam nie mieszczą. Jeśli nie znajdziemy dla nich swobodnego ujścia będą same torować sobie drogę wyjścia w niekoniecznie zdrowy sposób i przysparzać więcej bałaganu.

Opróżnienie takiego kotła może być ciężki i męczące, ale tylko wtedy pojawi się tam nowe miejsce, na nowe uczucia, np. miłość. W przeciwnym razie będziemy żyć ciągłym rozpamiętywaniem tego, co się wydarzyło i poczuciem krzywdy.

Akceptacja

W czwartej fazie pojawia się akceptacja. Wracamy do równowagi, a ból jest mniej dotkliwy. Poczucie straty przestaje być dojmujące i staje się łatwiejsze do zniesienia. Przeszłość się oddala, chociaż nigdy nie zostanie wyparta z pamięci. A to, co zwykle chcemy zrobić to nie poradzić sobie z rozstaniem, tylko zapomnieć i nie czuć emocjonalnego bólu. Najtrudniejsze jest przezywanie tych wszystkich faz kolejno, dlatego, że w każdej z nich może towarzyszyć uczucie, że nie przeżyjemy tego, że to się nigdy nie skończy.

Gdy zaakceptujemy to, że kończy się relacja, zaczynamy szukać i dostrzegać pozytywy. Znajdujemy w sobie siłę, a czasami realizujemy marzenia, których nie dane nam było zrealizować w minionej relacji.

Jak poradzić sobie po rozstaniu?

Ból po rozstaniu z czasem się skończy. Możemy oczywiście temu pomóc. Co możemy robić?

  • Nazywać uczucia i mieć ich świadomość.
    Co to zmienia? Sprawia, że nie uciekamy i nie oddalamy się od nich, a dajemy sobie szansę na ich doświadczenie i wyciągnięcie z nich czegoś, co wzmocni nas w przyszłości.

  • Nie rozpamiętywać zbyt długo tego, co się wydarzyło.
    Często mamy tendencję do tego, aby wracać myślami, wspomnieniami, czytać kolejny i kolejny raz wiadomości, oglądać pamiątki. I tak na pewnym etapie potrzebujemy opłakać tą stratę, jednak, kiedy się to przedłuża nie służy nam.

  • Nie rozniecać swojej złości.
    Złość również jest rozpamiętywaniem i daje energię do działania i powoduje, że nie musimy się koncentrować na smutku, który zwykle jest trudniejszy w takich sytuacjach do przeżywania.

  • Żyć własnym życiem, a nie byłej połówki.
    Oznacza to nie śledzenie, nie sprawdzanie, nie dopytywanie innych osób o byłego partnera, czy partnerkę, nie szukanie możliwości kontaktu. Życie własnym życiem i koncentrowanie się na sobie.

  • Nie rezygnować ze swojego towarzyskiego życia.
    Ono jest Ci teraz bardzo potrzebne, aby móc doświadczać innych stanów niż tylko pogrążanie się w smutku. Sensowne jest gospodarowanie czasem tak, aby działy się przyjemne rzeczy, by na nowo doświadczać życia i mieć poczucie, że jest ono wartościowe i może cieszyć.

  • Zrobić bilans poprzedniego związku.
    Każda relacja, jeśli trwała to oznacza, że dawała coś wartościowego. Kiedy jesteśmy zranieni trudno nam odczuwać wdzięczność, bo kierujemy się złością. Jednak w każdej relacji działo się dużo dobrych rzeczy i pewnie tych trudnych. Warto pozwolić sobie na tę wdzięczność. Bo jednak bycie z kimś przez określony czas, nawet jeśli się wspólne życie zakończyło , to czas spędzony razem nas ubogadził. Każda relacja wnosi coś nam, do naszego wnętrza, od każdej osoby czegoś się uczymy i coś dostajemy. ZAWSZE! Ale nie zawsze mamy na to uważność, więc warto poświęcić na to czas.

  • Wyciągnąć wnioski.
    Oczywiście, tu nie chodzi o obwinianie siebie, ale o realne spojrzenie na sytuację. Co takiego ja robiłem/ robiłam w związku, że przyczyniałem/ przyczyniłam się do jego rozpadu? Gdzie jest moja odpowiedzialność, a gdzie nie?

  • Nie angażować się od razu w kolejny związek.
    To najczęstszy sposób na zapomnienie o tym, co się stało. Niestety zwykle prowadzi z deszczu pod rynne, ponieważ nie wiemy czego szukamy w relacjach i nowa osoba może stać się tylko chwilowym pocieszaczem, albo kimś kogo zupełnie nie szukamy. Po czasie będziemy więc narażeni na przezywanie kolejnej straty. Dotyczy to także tych przelotnych romansów, czy chwilowych relacji opartych o seks. Są one zwykle po to, aby udowodnić sobie, że ktoś mnie chce, że jestem czegoś wart, a więc znów, nie trzeba przeżywać smutku i rozpaczy.

Choć czasem bardzo chcemy przyspieszyć różne etapy, aby nie czuć bólu, jednak tego nie da się przyspieszyć i jeśli rzeczywiście nie przyjmujemy uczuć, które do nas przychodzą to szukamy rozwiązań w różnych innych działaniach, które czasem ranią innych, ale zawsze w konsekwencji ranią nas samych. Jest to swego rodzaju atak na siebie samego. Ważne więc, aby nie opuszczać samego siebie w tym cierpieniu, brać wsparcie i być życzliwym względem siebie i uczuć, które się pojawiają i są pewnego rodzaju normą, choć trudno się z nimi oswoić, bo ich intensywność sprawia, że nas ubezradniają. Jednak tylko prawdziwe pozwolenie sobie na ich czucie sprawia, że możemy zrobić kolejny krok w naszym życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny dla innych użytkowników. Pola wymagane oznaczone są znakiem *