fbpx
W jaki sposób wchodzisz w relacje? – część 1 z cyklu o stylach przywiązania
W jaki sposób wchodzisz w relacje? – część 1 z cyklu o stylach przywiązania

Czy zastanawiałeś się kiedyś, skąd biorą się umiejętności do wchodzenia w relacje z drugim człowiekiem? Może znasz kogoś, kto z łatwością potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, a może to Ty jesteś taką osobą i dziwisz się tym, którzy mają z tym trudności? Skąd niektórzy mają w sobie pewność, że inni dostrzegają w nich kogoś atrakcyjnego i pełnego wdzięku, a inni za każdym razem analizują to, jak są odbierani i rzadko czują się z tym dobrze?

Jeśli któreś z tych pytań do Ciebie przemawia, to jesteś we właściwym miejscu. 🙂 Mam dla Ciebie garść informacji o stylach przywiązania, którymi podzielę się z Tobą w tym i kilku kolejnych wpisach. Gdy już zapoznasz się z tym tematem – będzie Ci łatwiej zrozumieć jakie mechanizmy rządzą budowaniem relacji z innymi, a być może też, dzięki temu, lepiej odnajdziesz się wśród ludzi i zaczniesz tworzyć ubogacające relacje.

Jaki jest Twój styl przywiązania?

Zanim przejdę do omawiania poszczególnych schematów i mechanizmów, które powtarzamy w relacjach międzyludzkich, chciałabym Cię skłonić do refleksji nad tym, która postawa wobec innych jest Ci bliska. W jaki sposób odbierasz innych i jak sądzisz, że inni Cię odbierają? Dla ułatwienia pokażę Ci kilka z nich, które często spotykam w swoim gabinecie i obserwując ludzi poza nim.

Przyjrzyj się im uważnie. Gdy coś wyda Ci się znajome – zajrzyj głębiej – możesz wykorzystać do tego kartkę papieru i rozpisać wszystkie myśli i skojarzenia, które masz z daną postawą. Przywołaj wspomnienia związane z Twoimi kontaktami z innymi. Jeśli z nimi trudno – przypomnij sobie o bohaterach książek i filmów, z którymi najłatwiej Ci się uświadomić i zastanów się, co sprawia, że wydają Ci się do Ciebie podobni.

Nikt mnie nie polubi

Pomyśl, jak odbierasz ludzi, którzy Cię otaczają. W jaki sposób się do nich nastawiasz? Może masz wrażenie, że każdy, kogo spotykasz, prędzej czy później Cię odrzuci, bo zobaczy w Tobie kogoś beznadziejnego. Może sam siebie też odbierasz jako osobę niewystarczającą i zdolną tylko popsuć związek, który na początku wydawał się zwiastować coś stabilnego. Gdy budowana przez Ciebie relacja z drugą osobą staje się porażką, obwiniasz się o to, że znów nie wyszło, bo przecież z Tobą po prostu nie można nic stworzyć. Każdy moment, w którym coś faktycznie nie wyszło, potwierdza, że jesteś beznadziejny. Wszystkie relacje, które trwają – uznajesz za wyjątek od reguły lub wyczekujesz chwili, w której znów się wszystko posypie.

Nie mam szczęścia do ludzi

Może masz wrażenie, że ciągle trafiasz na osoby, które Cię zawodzą. W miłości przecież nie można nikomu ufać. Każdy dba tylko o siebie i podchodzi koniunkturalnie do świata. Trzeba więc mieć się na baczności. Nie można odsłaniać wszystkiego, bo każdy, kogo wcześniej spotkałeś – ostatecznie wbił Ci nóż w serce. Dlatego do relacji podchodzisz z dystansem. O sobie mówisz tylko to, co konieczne. W rozmowach poruszasz raczej tematy odległe – ciekawostki ze świata lub przeżyć innych osób. Gdy mówisz o sobie – raczej skupiasz się na wspomnieniach anegdotek z odległych czasów. Tak, żeby nie dotknąć tego, co obecnie przeżywasz.

Jest mi źle, ale muszę w tym trwać

Może jesteś w związku, który Cię nie satysfakcjonuje, ale w chwili, gdy decydujesz się na rozstanie – przypływają do Ciebie silne, ciepłe emocje związane z tą osobą i myśl, że przecież nie możesz odejść, bo ta osoba jest dziś dla Ciebie najważniejsza na świecie. Równocześnie kamuflujesz przed nią swoje niezadowolenie z codzienności. Czasami może wybuchniesz lub wymsknie Ci się kilka gorzkich słów. Po chwili jednak tego żałujesz i starasz się sprawić, by tej osobie było z Tobą jak najlepiej. Nie zważasz przy tym na swoje potrzeby, czując, że może mniej znaczą lub po prostu w jakiś sposób mogłyby zniszczyć ustalony porządek. Porządek, który ustalił się kiedyś sam. Może dlatego, że nie dopilnowałeś swoich granic, ale teraz przecież już na to za późno. Może w nowej relacji byś się odważył, by było coś po Twojemu, jednak nie teraz. Nie chcesz stracić tego, co trwało już tyle czasu. Możliwe, że czasem nawet widzisz, że druga strona, gdyby tylko wiedziała, czego oczekujesz – z radością by Ci to dała. Jednak wolisz jej nic nie mówić, marząc, że się domyśli. To, że się nie domyśla Cię rani, jednak wiesz, że jesteś w stanie to znieść, a lepszy wróg znany od nieznanego.

Ja jestem ok i inni są ok

Może jednak szczęśliwie układasz relacje z innymi. Dbasz o swoje granice i szanujesz cudze. Czujesz się ze sobą dobrze, a w innych ludziach też potrafisz dostrzec dobre cechy. Osoba, z którą budujesz relację, dostarcza Ci wielu powodów do szczęścia i radości, choć nie jest Twoim całym światem. Na co dzień cieszysz się tym, że macie siebie nawzajem. Może dodatkowo masz grono przyjaciół lub kilka osób, na których Ci zależy, o których wiesz, że skoczyliby za Tobą w ogień, gdyby było trzeba. Jesteś ciekawy innych i potrafisz mówić o sobie, ciesząc się tym, kim jesteś. Doceniasz ludzi, którzy są w Twoim życiu, nie boisz się odrzucenia, ani też nie rozważasz odrzucania kogokolwiek.

Krzywdzące myślenie

Jeśli najbliższe są Ci trzy pierwsze z wyżej wymienionych sposobów myślenia, prawdopodobnie spotkałeś się z oceną Twojego zachowania za dziwaczne i niezrozumiałe. Może bliscy dwoją się i  troją, aby coś Ci uświadomić, a Ty niby to rozumiesz, ale jednak czujesz to inaczej. Działając, podejmujesz decyzje sprzeczne z rozsądkiem. Może obwiniasz się za swoje zachowania i sam myślisz o sobie krytycznie. Czujesz jednak, że choć jesteś dziwakiem, nie rozumiesz własnego postępowania i trwasz w cierpieniu, to jednak nie potrafisz się zmienić. Zdarza Ci się postępować tak, że choć spodziewasz się zranienia, to mimo wszystko idziesz w to, co zagrażające. Masz wrażenie, że taki po prostu już jesteś i może nawet sądzisz, że świat tego od Ciebie wymaga.

Skąd to się bierze?

Przyglądając się różnym rozmowom, nie tylko tym w gabinecie mam poczucie, że takie „dziwne” zachowania prowokują do negatywnych ocen, krytyki i niezrozumienia. A wiele z tych sytuacji ma jedno wspólne wytłumaczenie. Źródło leży we wczesnym dzieciństwie i jakości tworzenia pierwszych relacji. Tych, które mieliśmy z rodzicami i opiekunami. Mają one ogromny wpływ na nasze późniejsze funkcjonowanie i tworzenie relacji z innymi ludźmi.

Kiedy zaczynam pracę terapeutyczną, pierwszym krokiem jest zebranie wywiadu. Pytam o wiele rzeczy, które w rozmówcach wywołują zdziwienie, a czasami nawet pewnego rodzaju atak. Problem, który chcą ze mną rozwiązać ich zdaniem, które przynoszą ze sobą na początku, dotyczą przecież czegoś zupełnie innego. Często mówią mi wprost:

  •       Trudno mi w małżeństwie
  •       Cierpię na zaburzenia odżywiania
  •       Mam depresję
  •       Mam trudność z nawiązywaniem kontaktów z innymi

I proszą, żebym z tym coś zrobiła. Jakoś odczarowała rzeczywistość i sprawiła, by po spotkaniu ze mną od razu wydarzyło się coś, co diametralnie odmieni ich życie i pozwoli odetchnąć. Problem, z którym przychodzą, dotyczy tu i teraz, więc dlaczego pytam o związki z rodzicami? Do czego mi informacje dotyczące pierwszego roku życia? Co może dać mi wiedza o tym, jak wyglądał okres okołoporodowy ich matek, jeśli mam dać wsparcie w realnym problemie z dziś, nie z przeszłości? Dlaczego czas picia mleka z piersi matki, przedszkola, czy pierwszych lat życia jest tu w ogóle istotna? Co do współczesnej sytuacji może mieć rozwój w pierwszych latach życia i sytuacja rodzinna w tamtym czasie?

Każda ze wspomnianych rzeczy ma jednak znaczenie, ponieważ informuje o tym, jak kształtowała się więź dziecka z rodzicem, czyli wspomniany już styl przywiązania. I to tam warto szukać rozumienia swojego funkcjonowania w relacjach z innymi osobami. Bez poznania przyczyny i ukształtowanego stylu przywiązania – trudno zabrać się za dalszą pracę nad kreowaniem zdrowych mechanizmów, których tak potrzebujemy w teraźniejszości, by przełamać trudności w małżeństwie, utrzymać zdrową dietę, zyskać dobre samopoczucie lub nauczyć się cieszyć kontaktem z innymi ludźmi.

Błędne koło powtarzalnych schematów

To, że trafiamy na złych mężczyzn lub złe kobiety, źle wybieramy partnerów lub po pewnym czasie psują się nasze relacje związkowe, nie jest więc do końca kwestią losu, przypadku, czy braku szczęścia. Przyczyny należy szukać w stylu przywiązania, wytworzonym w dzieciństwie z naszymi opiekunami. To właśnie styl, który w sobie wypracowaliśmy, określa nasz stosunek do bliskości i determinuje działania, które podejmujemy w związku, choćby po to, by go utrzymać.

Gdy poznamy nasz styl i będziemy wiedzieli, jak nad nim pracować, z pewnością odkryjemy w naszych relacjach szereg prawidłowości. Niektóre z nich będą związane z tym, jakich partnerów wybieramy, ale duża część będzie od tego odległa i pokaże nam mechanizmy, które działają w nas samych.

Mary Ainsworth i John Bowlby, twórcy teorii przywiązania udowodnili, że  każdy z nas ma swój własny styl przywiązania, ukształtowany we wczesnym dzieciństwie. Od naszych pierwszych kontaktów z opiekunami zależą przekonania na temat siebie i świata. Od tego zależy to, jak wchodzimy w relacje, jak się wybieramy i jak się przywiązujemy.

Rodzaje stylów przywiązania

Możemy wyodrębnić trzy główne style przywiązania, które w różny sposób wpływają na to, na jakich zasadach tworzymy relacje z innymi. Współcześnie wymienia się jeszcze styl dezorganizowany, który występuje najrzadziej i dotyczy dzieci doświadczających we wczesnym dzieciństwie przemocy fizycznej lub psychicznej, który skutkuje brakiem wykształconego spójnego mechanizmu reagowania na zagrożenie. My jednak będziemy skupiać się na tych, które zostały szerzej zbadane i w ramach których można wyprowadzić realne wskazówki uzdrawiającego działania, bez konieczności spotkań terapeutycznych, które w stylu dezorganizowanym są wręcz konieczne. Mamy zatem następujące style:

Styl unikający

Styl ten dotyczy osób, które w dzieciństwie nie doświadczały bliskiego kontaktu, za takie próby jest karane (również np. słowem, albo krytyką, niekoniecznie tylko fizyczną przemocą). W związku z tym nauczyły się unikać tego kontaktu, zaprzeczać, że go potrzebują oraz w ostateczności – wyłączyć potrzebę bliskości, a raczej zakopywać ją głęboko i zaprzeczać nie tylko jej, ale też innym podstawowym potrzebom.

Styl lękowo-ambiwalentny

Dziecko, które wykształciło w sobie ten styl nigdy nie mogło być pewne obecności matki, której wciąż mocno potrzebowało. Doprowadziło to do tego, że czuło wręcz przymus ciągłego sprawdzania, czy ona cały czas jest. Czasem szukało jej od razu gdy znikła i nawoływało płaczem, kiedy straciło ją z oczu.

W dorosłości taki styl prowadzi do łaknienia i szukania bliskości oraz równoczesnego uciekania od niej. Dzieje się tak dlatego, że w dzieciństwie osoba posługująca się tym stylem nie potrafiła przewidzieć, jak zachowa się matka. Lęk i negatywne emocje z tym związane przenosi więc teraz na osobę, która jest jej najbliższa.

Styl oparty na poczuciu bezpieczeństwa

Dziecko posługujące się tym stylem, mogło liczyć na matkę, która reagowała na jego potrzeby, a w razie konieczności oferowała pomoc. Rozstania z matką nie powodowały silnego stresu, bo mogło pozostawić matkę, wiedząc, że później zawsze będzie mogło do niej wrócić. Ma pewność, że jej nie zgubi i nie zostanie przez nią odrzucone.

W dorosłym życiu – ten styl najsilniej buduje poczucie bezpieczeństwa i pozwala tworzyć zdrowe relacje, oparte na szacunku i wzajemnym zaufaniu.

Co zrobić z wiedzą na temat swojego stylu przywiązania?

Jeśli przeczuwasz, że Twój styl przywiązania jest różny od tego ostatniego, bezpiecznego – to wiedza ta choć bardzo potrzebna może być dla Ciebie przytłaczająca. Możesz mieć poczucie, że dostaliśmy w dzieciństwie „taki prezent” od rodziców, którego nie chcieliśmy. Jednak choć prawdą jest, że różne wcześniejsze doświadczenia były dla nas trudne i nie da się ich zmienić to jednak ważne jest, by spojrzeć na to z jeszcze innej perspektywy.

Po pierwsze to, co nas ukształtowało nie było w całości złe. Nie wszystkie doświadczenia można do tych złych zaklasyfikować. Pewne schematy z dzieciństwo, które w nas są sprawiają, że mamy określone predyspozycje do tego, by być tym kim jesteśmy dzisiaj. Osoby, które musiały być nakierowane na potrzeby rodziców i nie było miejsca na ich potrzeby dzisiaj, ze względu na swą wrażliwość, często pracują w zawodach pomocowych. Osoby, które były natomiast bardzo surowo traktowane i mają ogromne wymagania wobec siebie, w dorosłości często funkcjonują w schemacie nadmiernego krytycyzmu być może mogą wiele osiągnąć poprzez swoją determinację, upór i nastawienie na cel. Nie chcę powiedzieć, że to jest reguła, że tak jest zawsze. Ale dobrze jest szukać w swoich doświadczeniach tych elementów, które też dają nam wartość.

O schematach z dzieciństwa i ich wpływie na związek możesz więcej dowiedzieć się z tego materiału. Mówię w tym materiale dokładnie o tym, jakie są schematy i jakie funkcjonowanie w związku powodują.

Na rodziców wpływu nie mamy. Ich postawy i umiejętność wchodzenia z nami w relacje były podyktowane również tym, co sami dostali lub nie dostali od swoich rodziców. Lubię myśleć, że robili najlepiej jak potrafili na dany moment. Tym ciągiem myślowym możemy cofać się do pokoleń, by zobaczyć, co w naszych rodzinach się działo i jak to wpłynęło na nasze funkcjonowanie, jak nas ukształtowało. Obraz rodzinny i rodziców, jaki nosimy w sobie wpływa na nas. Jednak zmieniać go możemy dopiero, jak go poznamy i zrozumiemy.

Dlatego zapraszam Cię do dołączenia do Trio Webinarowego, gdzie będziemy przyglądać się stylom przywiązania, rozpoznawać je w sobie i u drugiej połówki, a potem uczyć się komunikacji na bazie tej wiedzy. Tak, aby od oczekiwań przejść znów do rozumienia, bliskości i wzajemnej życzliwości.  Dołącz już do całkiem sporej liczby osób, które są na pokładzie.

W kolejnym wpisie podzielę się z Tobą historią pewnej pary, aby lepiej zobrazować, jak to wpływa na nasze relacje na konkretnym przykładzie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie widoczny dla innych użytkowników. Pola wymagane oznaczone są znakiem *